“[...] co przystojniejsze kobiety, zwłaszcza blondynki, szczypałem w zadek. Robiła to naturalnie moja lewa ręka [...]
[...]parę razy zostałem przez to spoliczkowany. Kiedy dostałem w policzek, byłem po prostu wściekły i zmieszany, bo nie czułem się winny, a jednocześnie czułem rozbawienie. Natomiast raz dała mi po twarzy dziewczyna , która musiał być leworęczna, więc w lewy policzek, i wtedy nie czułem już ani śladu rozbawienia czy wesołości.[...]
- Ależ oczywiście! – zawołał profesor. – Lewy Tichy dostał w twarz za prawego i to właśnie prawego rozbawiło. Natomiast kiedy prawy dostał za prawego, nie było mu to wcale zabawne.”

Koncept ułożony zgrabnie. Tylko… lewą ręką w lewy policzek? Jak to możliwe?

I jeszcze jedno.

Strona 13: “co przystojniejsze kobiety, zwłaszcza blondynki”.
Strona 23: ” – Wyłącznie blondynki? – Tak. Mogę być zresztą tlenione”
Więc molestował także rude lub brunetki, czy nie?

Zgłoszone (w kwestii lewic) przez Sporothrix.

Rozjaśnienie zbyt może zdawkowo opisanego błędu – w komentarzach.

Wydawnictwo Literackie 1987

Co było na pocztówce, którą Tichy wysłał Laxowi-Gugliborc (a może odmienić: Gugliborcowi)? Ptak oczywiście… ale jaki ptak?

“[...] na stojaku lśniło mnóstwo barwnych kartek pocztowych, więc tak sobie przeglądałem je, aż znalazłem opatrznościową. Na czerwonym tle wielka złota klatka z prawie białą sową, o ogromnych oczach otoczonych promieniście piórkami”. Więc sowa? Ale zaraz w następnym zdaniu: “Nie byłem ci ja na tyle szalony, by wziąć tę pocztówkę do ręki, lecz wybrałem z osiem niewinnych, potem tę z papugą, dołożyłem jeszcze dwie, kupiłem znaczki pocztowe i pieszo wróciłem do sanatorium.”

Ptak uległ metamorfozie. Co dalej? “[...] sowę zaopatrzyłem w okulary, jakie nosił Lax” – wracamy do sowy. “Jak się zachowuje myszka, zwłaszcza koło sowy?” – 3:1 dla sowy!

Dalej: ”Po niewczasie [słownik ortograficzny wolałby inaczej] przyszło mi do głowy, że może lepiej było posłać Laxowi widokówkę z papugą, nie z sową“. I wreszcie, gdy Lax w odpowiedzi na pocztówkę rozmawia zdalnie z Tichym, przedstawia się “Tu sowa. Tu sowa“, proponuje używanie pseudonimów: ”Będzie jednak lepiej, jeśli zostanę sową, a pan myszą” i mówi o sobie “Sowa zacznie pierwsza”.

Sowa więc wygrywa zdecydowanie, a nam pozostaje domniemywanie, czy ta samotna papuga wzięła się z omyłkowego przeniesienia z Tichego myśli poniewczasie, czy też może w pierwszej wersji ptak miał być papugą, a potem Autor dodał myśl poniewczasie i w pozostałym tekście zmienił papugę na sowę w prawie wszystkich miejscach.

Wydawnictwo Literackie 1987

Niby wszyscy wiemy, że nie. “Prędkość ucieczki z powierzchni Księżyca wynosi tylko 2,4 km/s [...]. W odróżnieniu od Ziemi, Księżyc nie ma ani pola magnetycznego, ani atmosfery. Cząstki pierwotnej atmosfery księżycowej łatwo pokonały małą prędkość ucieczki i rozproszyły się w przestrzeni międzyplanetarnej.” (Eduar Pittich i Dušan Kalmančok, Niebo na dłoni, Wiedza Powszechna, 1988)

Ale czy w “Pokoju na Ziemi” na Księżycu jest powietrze?

Opisy księżycowych zwiadów Tichego sugerują, że nie ma.

“Gigantyczny pająk prawie przysiadł, tak że dotknął brzuszyskiem gruntu, i jakby zwarł się w sobie. Nie usłyszałem nic, toż nawet gdyby Księżyc miał się rozpęknąć, nie usłyszysz żadnego huku ani dźwięku”

“[...] wyjechał stamtąd wielki czołg, płaski, olbrzymi, głośno skrzypiąc i łomocząc szerokimi gąsienicami, co było o tyle dziwne, że na Księżycu nic nie słychać, bo nie ma powietrza, przewodzącego fale akustyczne. Mimo to słyszałem ów łomot, a nawet to, jak żwir chrupie pod stalą gąsienic.”

Zdalniki lądują przy użyciu odrzutowych hamownic, nie na prostszym, lecz niemożliwym do użycia przy braku powietrza, spadochronie.

Czyli wygląda, że powietrza nie ma.

Ale opisując narodziny projektu przeniesienia zbrojeń na Księżyc, narrator/Tichy pisze: “Sztabowcy wszystkich stron nie chcieli zrazu przystać na ten projekt, utrzymując, że broń, przystosowana do warunków księżycowych, może być do niczego na Ziemi, skoro nie ma tam chociażby atmosfery. Nie pamiętałem, jak dociążono Księżyc, choć zapewne i to wyjaśniono mi w Lunar Agency.” – tego chyba nie da się rozumieć inaczej, niż opowieść o sztucznym zaopatrzeniu Księżyca w atmosferę.

Nie czuję się na siłach rozważać, jak bardzo należałoby dociążyć Księżyc, by utrzymał on atmosferę, i jak takie dociążenie wpłynęłoby na stabilność podwójnego układu planetarnego Ziemia-Księżyc. Lem też to pominął. Ale sprawdzenie spójności tego, co sam opisywał, pominął także…

Wydawnictwo Literackie 1987

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.