Fizyk czy matematyk
17.8.2010
Autor żyje, ale nie natyka się ostatnimi czasy na błędy Stanisława L., stąd cisza na blogu.
Za to właśnie przyłapałem na błędzie Tomasza L., syna Stanisława, w Awanturach na tle powszechnego ciążenia, czyli biografii ojca – czy może raczej zbiorze anegdot o nim.
„…w 1968 [powstała] moja [Tomasza] ulubiona książka – „Głos Pana”. Przypadkowo odkryty neutrinowy „sygnał z gwiazd” staje się pretekstem do stawiania fundamentalnych pytań i sportretowania świata ziemskiej nauki od środka, tak jakby narrator rzeczywiście był amerykańskim fizykiem, a nie mieszkającym na krakowskiej półwsi lwowiakiem, absolwentem medycyny.”
Narrator Głosu Pana, Piotr E. Hogarth, był matematykiem, nie fizykiem. Pomyłka Tomasza L. jest o tyle zaskakująca, że specjalność zawodowa Hogartha jest bardzo silnie wykesponowana w ulubionej tomaszowej książce.
Wydawnictwo Literackie 2009
17.8.2010 at 16:00
Nie tylko wyeksponowana, ale wręcz stanowi jeden z najważniejszych elementów konstrukcji fabuły. Oj.
24.8.2010 at 3:40
A wiecie, ja nigdy nie pamiętałam, też wydawało mi się, że główny bohater był fizykiem. Co mnie łączy z Tomaszem Lemem – obydwoje skończyliśmy fizykę. ;-)
Można tę zbieżność interpretować dwojako:
a) Mamy skrzywienie zawodowe i wszędzie widzimy fizykę i fizyków.
b) W rzeczywistości różnica między matematykiem a fizykiem bywa bardzo niewyraźna.
Będę sędzią we własnej sprawie, ale obstaję przy b). To, co opisywał Lem w “Głosie Pana”, mógł równie dobrze robić fizyk. Mam kolegów, którzy zajmują się fizyką tak matematyczną, że raczej należy ją nazwać matematyką stosowaną. O ile w ogóle stosowaną.
Dziedziny nauki mają płynne granice. Np. mój obecny szef ma doktorat z fizyki, a jest profesorem chemii, przy czym zawsze mówi o sobie jako o fizyku.
24.8.2010 at 10:31
Myślę, że zdecydowanie ma tu miejsce a).
Tak jak pisał Jurgi, “matematyczność” Hogartha jest centralna dla książki, jest też wielokrotnie podkreślona i wyeksponowana.
Owszem, Hogarth czyni wycieczki na tereny nauk strikciej przyrodniczych, w tym kosmogonii (a więc fizyki) – w ramach współpracy z Hayakawą. Ale sam pisze, że tylko (cyt. z pamięci) plótł “matematyczne kosze na gąsiory, w które Hayakawa lał młode wino”. Podobnie współpraca z Prothero nad Trexem wyglądała tak, że Prothero z asystentem robili doświadczenia, a Hogarth siedział przy komputerze i konstruował matematykę teorii. Trochę jak fizyk-teoretyk – ale czy to wystarcza, by fizykiem go nazwać? Równie dobrze można by utrzymywać, że był antropologiem/socjologiem/psychologiem, skoro z Thornopem badał reguły (czy rozkład) zachowań w populacji ludzkiej – tyle, że “badał” je całkowicie matematycznie, co zresztą nie pomogło przyjęciu do wiadomości ich wyników przez społeczność antro/socjo/psycho.
24.8.2010 at 15:22
Prothero z asystentem robili doświadczenia, a Hogarth siedział przy komputerze i konstruował matematykę teorii. Trochę jak fizyk-teoretyk – ale czy to wystarcza, by fizykiem go nazwać?
Ależ jak najbardziej. Właśnie dokładnie tym zajmują się fizycy-teoretycy. Teorią do doświadczeń.
Wielu niestety zajmuje się teorią nie do doświadczeń (np. niemożliwą do przetestowania doświadczalnego teorią strun) i wtedy to już przestaje być fizyka, a zaczyna się matematyka (choć strunowcy twierdzą inaczej ;) ).
Równie dobrze można by utrzymywać, że był antropologiem/socjologiem/psychologiem, skoro z Thornopem badał reguły (czy rozkład) zachowań w populacji ludzkiej – tyle, że „badał” je całkowicie matematycznie, co zresztą nie pomogło przyjęciu do wiadomości ich wyników przez społeczność antro/socjo/psycho.
I to wcale nie byłoby jest nieprawidłową nazwą. Robi się takie badania w tych dziedzinach!
Po prostu obecnie granice dziedzin nauki są bardzo płynne.
24.8.2010 at 21:48
Są, są.
Ale poczytaj książkę.
nazwisko moje można znaleźć [...] na przykład w rewolucji matematycznej, w fizykalizowaniu etyki albo i w projekcie MAVO.
Przyznaję się do niego, sześćdziesięciodwuletni, matematyka zaś stanowiła tylko późną konsekwencję tej postawy.
[...]już wtedy zaliczałem się do czołówki matematycznej świata.
Prace, za które wywindowano mnie na piedestał, znajdują się w innych dziedzinach – czystej matematyki.
W New Hampshire przebywałem niedługo, zaproszony tam przez dziekana fakultetu matematycznego[...], żeby prowadzić seminarium wakacyjne dla grupy doktorantów.
Nie mogę powiedzieć o sobie, że jestem “sterylnym”, to jest “czystym” matematykiem, bo zbyt często korciły mnie cudze problemy. [...] Niektórzy koledzy mieli mi za złe owe wypady partyzanckie w tereny przyrodoznawczych łowisk. Ale korzyść bywała zazwyczaj obopólna – nie tylko empirycy doznawali mojej pomocy, także ja, poznając ich problemy, zaczynałem się orientować w tym, które kierunki rozwoju naszego platońskiego państwa leżą na szlakach głównego uderzenia strategicznego w przyszłość.
[Baloyne] począł zmagać się z panującymi aktualnie modami strukturalizmu i zasmakował, jakkolwiek opornie, w matematyce. Dostał się więc z niechęcią na mój teren [...]
Dowiedziawszy się, że do matematyków Projektu należą Bear i Sharon, a głównym programistą jest Radcliff, poczułem się nieswojo.
Nie wiedziałem nawet, czy matematycy projektu brali się już do postawionego mi zadania. Przypuszczałem, że próbowali, i znając ich fiasko, może bym sobie oszczędził zbędnych trudów [...]
Jednym słowem wezwano mnie, abym ratował honor planety. Musiałem porządnie napiąć muskulaturę matematyczną[...]
Z tych to pozycji ruszyłem do przełożenia problemu na język matematyki. [...] badałęm czysto formalne własności “listu”, jako obiektu matematycznie interpretowanego, na cechy, które są ośrodkiem zainteresowania algebry topologicznej i algebry grup.
Ja, który już tyle razy sprzeniewierzałem się czystości mojej matematyki[...]
Historia z Dillem seniorem – nie chce mi się całej przepisywać.
Oddaję się w obronę mojej matematyce, i powtarzam, kiedy mi nie wystarcza, ten ostatni ustęp wiersza Swinburne’a.
Nic nie wskazuje, by Hogarth uważał się i był uważany za kogokolwiek innego niż matematyka – nawet jeśli czasem uczestniczącego w niezupełnie matematycznych projektach.